Blog > Komentarze do wpisu
Wielk(i) Noc(nik)

Po siódmej zbudziły mnie pierwsze promienie słońca, wdzierające się do mojego pokoiku natrętnie. Czułam, że mocno rozbiera mnie choróbsko, oczy łzawiły, katar był równie silny, co wieczorem poprzedniego dnia. Wstałam i ogarnęłam siebie i swój pokój. Babcia w kuchni krzątała się, lecz widać było po niej że wyczekuje tylko chwili, w której otworzą butelkę Finalndii. Dziadek wybrał się na mszę, przyszła mama z Nancią i ojcem. Obie patrzyły na mnie groźnie, rzucając co nieco docinków. Nakrywałam do stołu. Zasiedlismy przy żurku z jajkiem. Piękny dzień, który powinien według mnie rozpocząć się lekkim śniadaniem, nie obżarstwem i piciem przed 12, został sprowadzony do corocznej biesiady przy żarciu i alkoholu. Komentarze na temat tego, co jem, jak jem, kiedy i gdzie. Komentarze do tego jak się odżywiam/odżywiałam/będę odżywiała i co mam zjeść w tej chwili. Komentarze o pogodzie i znów o mnie. I jak tu nie czuć się pępkiem świata? A raczej pępowiną.

Wychodzę z psem. "Załóż coś na siebie, chora jesteś" - 'Cieplo jest' - "Taaa, najlepiej nago idź, załóż mówie kurtke!" - 'Dobra'

Wychodzę nareszcie, chwila dla mnie i słonka, natura jest bliżej

Ulica Szybowa, nieopodal byłej kopalni

Tak właśnie, później poszłam do domu, wróciwszy do babci spowrotem spostrzegłam tendencję zwyżkową, jeśli chodzi o poziom alkoholu we krwi biesiadników. Sama wzięłam chusteczki zrobiłam sobie kawę i smarkałam.

i właśnie u mnie w domu podczas weekendu kwietniowego jest Wielki upaćkany nocnik, joł

Wesołych i smacznego

niedziela, 24 kwietnia 2011, pikadio

Polecane wpisy